Trzy Sny - autorski projekt Kuby Kornackiego z zespołem Kanaan
5
home,page-template,page-template-full_width,page-template-full_width-php,page,page-id-5,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-content-sidebar-responsive,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-10.1.2,wpb-js-composer js-comp-ver-5.1,vc_responsive
Kuba Kornacki - kto to?
Kuba Kornacki - zespół Kanaan

Kiedyś – aktor (absolwent krakowskiej PWST), trener i coach. Porzucił jednak teatr już 9 lat temu i… zmienił jedną literkę…

Zamienił się z aktora w autora. Pisze książki dla dzieci („Ucho w opałach”) i dla dorosłych („Ogrody Bożych cudów”), scenariusze teatralne i filmowe, piosenki i tłumaczenia piosenek.

Od kilku lat jest też liderem grupy Kanaan, gdzie współpracuje z niesamowitymi muzykami, tworząc różnorodne projekty muzyczne. Jego pierwsza płyta autorska, „Tato”, wydana pod szyldem Kanaanu, zdobyła na festiwalu Debiuty 2013 w Warszawie wszystkie możliwe nagrody.

Obecnie trwają przygotowania do wydania nowego albumu, tym razem pod nazwiskiem autora.

Trzy sny - co to?

To album, który będzie trochę książką, trochę płytą z muzyką, a trochę nagraniem spektaklu. Piosenki tworzące album to opowieści, niejednokrotnie z suspensem, które przenoszą słuchacza w świat najskrytszych marzeń i pragnień. To muzyka skierowana do ludzi, którzy nie dziwią się, że piosenka jest „z tekstem”, wychowanych na piosenkach Młynarskiego, Turnaua, czy zespołu Raz Dwa Trzy.
I tu ważna uwaga. To ja będę mówił, Kuba Kornacki. Drogi Słuchaczu! Moim wielkim zadaniem, które powziąłem, jest przypominanie Konsumentom Kultury, że od Twórców Kultury mają prawo wymagać… Kultury Osobistej.

To będą Trzy Sny na miarę moich możliwości. I tymi Trzema Snami będę otwierał oczy niedowiarkom: że można być współczesnym twórcą – i nie obrażać nikogo swoją twórczością. Że współczesna sztuka może być atrakcyjna, pociągająca – a równocześnie nie musi posługiwać się tanim wytrychem prowokacji. Że również dziś można pisać o człowieku z szacunkiem – i nadal mieć ciekawą, współczesną propozycję dla widza. Brzmi niewiarygodnie? Wiem. Ale porywam się z tą płytą jak z motyką na słońce – i nie zawaham się jej użyć.

Cezary Paciorek

Współpracę z nim zawdzięczam o. Andrzejowi Bujnowskiemu. Miałem tylko garść tekstów i sporo zapału, gdy poradził mi, żebym się z nim spotkał. Przed rozmową trochę się przygotowałem, sprawdziłem sobie, z kim już grał… Niepotrzebnie. Tak mnie zatkało, gdy przeczytałem pełną listę, że gdy już siedziałem u niego w domu, ze zdenerwowania nie mogłem nastroić gitary. Coś tam mu zaśpiewałem. Pamiętam jego pierwszą reakcję: „To co grasz, nie jest jakoś szczególnie oryginalne… ale zagram z tobą”. Na koncercie premierowym w Szczecinie zagrał tak, że z wrażenia zapominałem śpiewać.

Uczę się od niego cierpliwości i tytanicznej pracy. Pokory i dystansu do siebie.

 

Aby dowiedzieć się o nim więcej, zajrzyj TU

Maciek Afanasjew – skrzypek, aranżer, kompozytor

Ogień w rękach. Jazzman w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Kipiący pomysłami ale też gotowy do słuchania. Niesamowicie cierpliwie podchodził do mojej ignorancji w świecie muzyki – on muzyk jazzowy, wykładowca na dwóch akademiach: spisywał moje pomysły z dyktafonu, bo tylko tak potrafiłem je uwiecznić… I niesamowicie dodawał mi otuchy, mówiąc tyle dobrego o tych moich skromnych pomysłach.

 

Aby dowiedzieć się więcej o jego dokonaniach, zajrzyj TU

Grzegorz Nadolny – kontrabas

Czarodziej instrumentu. Człowiek – paradoks. Z jednej strony niesamowita wyobraźnia, z drugiej – ogromny spokój i dystans. Jak pogodzić to w jednym człowieku? Kiedy tworzyliśmy pierwszą płytę, byłem jak źrebak, wypuszczony pierwszy raz na łąkę. Wszystko mnie cieszyło i zachwycało. A on – tonował. Z namaszczeniem powtarzał: „Mniej znaczy więcej”. Powoli uczę się od niego tego umiaru. A równocześnie… uczę się ufać sobie. Znowu paradoks. Ale taki właśnie jest Grzegorz.

Aby dowiedzieć się więcej o jego dokonaniach, zajrzyj TU

Paulina Grochu-Grochowska - śpiew

Miałem kiedyś przyjemność i zaszczyt być jej belfrem. To była wspaniała przygoda. Grochu to tytan pracy. Ukończyła Studium Wokalno – Aktorskie przy Teatrze Muzycznym w Gdyni i Wokalistykę Jazzową na Akademii muzycznej w Gdańsku.

Najbardziej intryguje mnie, skąd ona wzięła baterie…

Bardzo rozwijająca dla mnie była praca nad jej pomysłami. Przysłała mi kiedyś kompozycję o bardzo skomplikowanym rytmie, z prośbą o napisanie tekstu. Tak powstała jej piosenka „Polem”, która niebawem ukaże się na płycie.

Potem były pomysły na tłumaczenie kilku piosenek, jakby napisanych specjalnie po to, aby za ich pomocą wygrywać festiwale. Tak powstała piosenka „Wprowadziłam się” („Girl in 14 G”), którą wygrała festiwale OFPA 2016 i Studencki Festiwal Piosenki w Krakowie 2016. Wierzę, że jeszcze niejedno ciekawe dziełko się z tej współpracy zrodzi…

Oksana Terefenko

Tu również znajomość zaczęła się od tego, że była moją studentką. Niesamowicie ciekawa osoba. Jej poczucie humoru, często kwaśne, przyprawione ironią, i to w takim nie do podrobienia gatunku, to jej znak rozpoznawczy.

Oprócz tego, że świetnie śpiewa, jest też bardzo ciekawą aktorką.

Jej debiut filmowy miał miejsce błyskawicznie po zakończeniu Studium Wokalno – Aktorskiego. Zagrała tytułową rolę w krótkometrażowym filmie „Olena”, który został dostrzeżony na festiwalu filmowym w Cannes… W normalnym kraju po takim debiucie aktorka zostałaby zasypana propozycjami filmowymi, ale polska kinematografia rządzi się jakimiś innymi prawami… nie pytajcie mnie jakimi, nie mam pojęcia.

Póki co Oksana już kolejny rok prowadzi swój autorski teatr „Nawpaky”, popularyzując w Polsce sztukę ukraińską.

Mateusz Otczyk

Moje szczęście w nieszczęściu. Poznaliśmy się bliżej w bardzo trudnym momencie – dla mnie i dla Kanaanu. To był dla mnie cios, ale Bóg zadbał o to aby zasklepić tę ranę. Mateusz okazał się wspaniałym „plastrem”. Jest niesamowicie cichym i pokornym człowiekiem. Patrząc na niego jak zachowuje się np. przy stole, nigdy bym nie pomyślał, że ma zespół rockowy!!! Na razie przede mną jest jeszcze jedno zadanie specjalne: spowodować, żeby zaśpiewał jakieś solo. Głos ma zjawiskowy, ale jest jakoś… „niewyrywny”. Dajcie mi jeszcze trochę czasu… 🙂

Irek Kaczmar

Kolejny „cichociemny”. Nawet jak się odzywa, zawsze bardzo cicho. Po prostu – Dobry Człowiek. Taki, z jakim można pójść na koniec świata w jednym bucie – i nie da ci zginąć. Kiedy zaprosiłem go do programu „Trzy Sny”, podszedł do zadania z ogromną pokorą i zapałem. W większości piosenek nawet nie wiedziałem do końca, czego od niego oczekiwać. Po prostu „wypełnienia” aranży. Wypełnił – i to jak! Dzięki Ci Boże za ludzi, jakich mi stawiasz na drodze.