Falowanie - Trzy Sny
506
page-template,page-template-full_width,page-template-full_width-php,page,page-id-506,page-child,parent-pageid-18,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-content-sidebar-responsive,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-10.1.2,wpb-js-composer js-comp-ver-5.1,vc_responsive

I
Falowanie, odpływanie
monotonia wciąż odmienna
pod nią skryta wszelkich stworzeń
wszechobecność bezimienna

mieni się w milionach zmarszczeń
toń, choć gładka, wiecznie żywa
w tańcu swym niezmordowana
subtelnieje migotliwa

ref:
stojąc wtulam się w szum tak kojący
całe życie swe byłbym tak stał
w życiu liczą się nie tylko chwile
w życiu liczy się, Kto ci je dał

II
Jak rozrzutnym być potrzeba
aby tak na jedną chwilę
zakląć w wodzie przepych nieba
choć trwa chwila tylko tyle

gdzie bogactwo to się skrywa
że przepychem bezustannym
karmisz moje oczy głodne
chwil wieczornych, chwil porannych

ref:
stojąc wtulam się…..

III
Jaki cud Ci w tym dopomógł
stworzyć tak zachody słońca
że najwybitniejszy geniusz
mógłby starać się bez końca

czy gitarą, czy też piórem
pędzlem, dłutem, długopisem
oddać choćby odprysk piękna
oddać choćby tak w zarysie

coda

Lecz choć z wszystkich sił
z całej duszy
i z całego serca

w jądro piękna
zapamiętale
będzie się wwiercał

zajdzie na skraj
I rzuci w kąt swój
geniusz zmięty

zrozumiał już
I spalił już
swe instrumenty.